Moja wielka grecka wycieczka – My life in ruins
Wakacje się kończą, w powietrzu coraz mocniej czuć jesień. Warto zatrzymać wakacyjne wspomnienia i wrażenia. Pomoże w tym wizyta w kinie na typowo letniej komedii „Moja wielka gracka wycieczka”.
Reżyserii podjął się Donal Patrie, którego film „Moje wielkie greckie wesele” okazał się wielkim hitem. Tym razem akcja toczy się w samej Grecji. Bohaterką jest ambitna Georgia, która do czasu otrzymania pracy na uniwersytecie oprowadza cudzoziemców po antycznych zabytkach Grecji. Pani przewodnik stara się zaszczepić w swoich podopiecznych zamiłowanie do historii i kultury starożytnej, jednak jej grupa bardziej skupiona jest na kramikach z pamiątkami i zabawie. Georgii stara się pomóc lekko nieprzystosowany i nieokiełznany kierowca autobusu. To w nim nasza coraz bardziej sfrustrowana i zrezygnowana przewodniczka znajdzie nie tylko wsparcie ale i miłość.
Film ten nie zaskakuje, jest typową lekką opowieścią, gwarantującą miłe chwile w kinie, w gronie rodziny i przyjaciół. Przedstawienie pewnych typów charakterologicznych turystów bazuje na znanych i utartych stereotypach –np. goście z Australii mówią niewyraźnie. Opowieść ta jednak pokazuje, że każdy chaos da się uporządkować, a dobre chęci połączone ze sztuką kompromisu i życzliwością burzą wszystkie uprzedzenia. Przyjaźń i miłość wygrywają.
Ciekawostką jest także to, że twórcy filmu jako jedyni otrzymali zgodę od władz greckich do kręcenia filmu na terenie Grecji. Oglądając kadry np. z Aten mamy pewność, że tak to wygląda w rzeczywistości.
Chcąc spędzić sympatyczne chwile, odstresować się lub zwyczajnie złapać ostatni oddech wakacji, warto zobaczyć ten przyjemny film.
Katarzyna Koczwara















Odpowiedz.