Czytasz

INFAMIA [2007-12-17]

Franciszek Mocek

Pierwszy rozdział powieści Franka Mocka - INFAMIA. Zapraszamy serdecznie




Z pamiętnika samobójcy [2007-11-09]

Wojciech Snażyk

Po długiej rozmowie Agata zgodziła się ze mną spotkać jeszcze dzisiaj. Wiedziałem, że to już pół sukcesu. Pewnie nie zabiłaby się, chciała tylko zwrócić na siebie uwagę. Ale musiałem być pewny. Gdy szedłem na spotkanie, byłem na nią zły za to, że mogła w ogóle pomyśleć o samobójstwie. Gdy ją jednak zobaczyłem, poczułem się, jakbym stał przed lustrem...



Lalka [2007-09-29]

Franciszek Mocek

To był jeden z tych sklepów, które pojawiają się nie wiadomo skąd. Wieczorem, wracając z pracy mijasz pustą wystawę, a następnego dnia rano widzisz wywieszoną karteczkę: Zapraszamy, otwarte. Wiele jest takich sklepów na świecie. To akurat, nie podlega żadnej dyskusji...



dRamat, czyli krótki dialog na leżąco w 3 aktach z epilogiem [2007-09-29]

Franciszek Mocek

Na scenie panuje nieprzenikniona ciemność. Nagle rozlega się odgłos drewna uderzającego o podłogę. Po chwili krępującej ciszy nieśmiały głos zadaje pytanie niszczące spokój...



Rodzice [2007-08-22]

Franciszek Mocek

Światełka na konsolecie nerwowo pomrugiwały, to zapalając się na czerwono, to na zielono. Na monitorze zaczęła wyświetlać się skomplikowana sekwencja instruktażowa. Przez kable przelatywały informacje uruchamiające coraz to nowsze urządzenia, laboratorium już niemal w pełni funkcjonowało. Całej tej orgii technologii towarzyszył odgłos alarmu, wyjącego z taką częstotliwością, że każdego przyprawiłby o straszliwy ból głowy.



najLepszy [2007-08-22]

Franciszek Mocek

...dam rade. Na tym ostatnim etapie nie może zabraknąć mi odwagi. Za dużo wycierpiałem, za dużo przeżyłem, za dużo oszczerstw słyszałem. Mam tego po prostu dość. Nóż jest ostry, sprawdzałem dwa razy, nic nie poczuje. Nie poczuje... a jeżeli jednak? Jeżeli ktoś usłyszy krzyk? Uratuje? Co wtedy powiem? Wypadek? Świadome targnięcie się na życie... Trudno, muszę to zrobić. Zawsze chciałem być najlepszy, a skoro nie mogę, to moim jedynym wyjściem jest ten nóż. Moje życie jest bez sensu, kiedy mam świadomość, że nie jestem najlepszy. Trudno. Chwila bólu i po wszystkim... chwila bólu... bólu...b...



dziełoŻycia [2007-08-22]

Franciszek Mocek

"...nie daleko nam, ludziom współczesnym, młodym, wybranym, do stworzenia własnych odbić bez pomocy luster."

Życie nie do końca wyglądało tak jak je sobie wyobrażał. Skoro idzie o ścisłość, było zupełnie inne. Będąc dzieckiem wielokrotnie zastanawiał się, jak to będzie być dorosłym. Żyć na własny rachunek, bez niczyich przykazów nad sobą. Wtedy uważał to za szczyt jakichkolwiek marzeń. Dzisiaj już wiedział, że chęciami nie wypełni talerza. Że mrzonkami nie wypcha sobie brzucha, ani nie ochroni się przed zimnem. O tak, dzisiaj już to wiedział. Szkoda tylko, że nikt nie poinformował go o tym wcześniej...



Wisielec [2007-08-01]

Franciszek Mocek

Czasami zastanawiam się co ja tu właściwie robię. Oczywiście odpowiedzią laika byłoby stwierdzenie, że po prostu wiszę. I miałby rację. Ale mi chodzi o to, dlaczego na litość boską, ja muszę tu wisieć aż tyle.



Okulary [2007-08-01]

Franciszek Mocek

Nie lubił szkoły. Nie dlatego, że źle się uczył czy był leniem. Nie. Nie lubił jej z powodu dzieci. Tej całej bezimiennej grupy, która z taką rozkoszą dokuczała mu przy każdej nadarzającej się sposobności. Nauczyciele zresztą wcale nie byli lepsi. Widział jak i oni skrycie podśmiewają się z jego drobnej osóbki. Miał im to za złe. Mama zawsze mówiła, że nauczyciele to przyjaciele. Ci nimi nie byli. Nienawidził szkoły, dzieci, nauczycieli, siebie... bo trzeba powiedzieć, że Świat śmiał się z niego. Krzysio był niskim chłopczykiem z krótko ostrzyżonymi, blond włoskami. Ręce miał zwieszone wzdłuż ciała, dłonie zazwyczaj coś trzymały lub nerwowo się zaciskały, a gdy szedł to rytmicznie szurał po ziemi nogami. Lubił czapki. Kolorowe czapki. Zawsze je ubierał. Nawet latem miał je na głowie. Tę natomiast zawsze nosił nisko schyloną, aby utrudnić Światu patrzenie na twarz...



antyBajka [2007-08-01]

Franciszek Mocek

To będzie krótka bajka. Nie z tego rodzaju, co Królewicz Królewnę ratuje, a potem żyją długo, szczęśliwie i inne pierdoły albo o Sprzątaczce, która na balu poznaje bogatego, bez pamięci zakochanego w niej pana, po czym gubi pantofelek. W życiu! I bez wątpienia nie będzie w niej tych przemądrzałych krasnoludków, co to plotą koniom warkocze i czyszczą buty. Nie, to będzie zupełnie inna bajka. Bo nie oszukujmy się, że w prawdziwym życiu szansa na to, aby taka bajka się spełniła jest równa temu, że Piekło zamarznie.