Moda na nonsens
Filip StańczykIstnieją pewne rzeczy, o których mówi się, że pojęte być mogą tylko i wyłącznie po przeżyciu określonej ilości lat. Takimi rzeczami są na przykład różne wątki w sztuce. Od dawna kwestią sporów jest abstrakcja, dla większości zupełnie niezrozumiany nurt, cieszący się mimo wszystko garstką fanów i entuzjastów. Absurd to temat analogiczny - liczba osób rozumiejących te dzieła i dostrzegających w nich piękno zdecydowanie ustępuje liczebnie rzeszy ich przeciwników. Rzekomo nie wszystko jest dla mas i tak, jak tylko smakosz wyczuje różnice pomiędzy dwoma rodzajami kawy, tak tylko krytyk i koneser fotografii zachwyci się dziełem nie mówiącym wszystkiego wprost.
Sytuacja ta jednak nie stoi w miejscu i oglądając systematycznie zdjęcia młodszych twórców, można odnieść wrażenie, że następuje powolne odejście od schematu fotografii, jako dokumentacji rzeczywistości. Oczywiście nadal powstają fotografie po prostu "ładne", w dodatku często wspierane bardzo pozytywnymi głosami odbiorców, lecz zdaje się, że coraz więcej młodych artystów-amatorów podchodzi do swojego hobby z pewnym dystansem. Teoretycznie powinno to cieszyć, bo zmiana sposobu pojmowania sztuki przez młodych ludzi jest symbolem rozwoju jej, jak i świadomości artystycznej autorów. Będąc jednak stałym gościem zwykłych, prostych warsztatów fotograficznych, słucham co tydzień, że fotografia National Geographic jest po jakimś czasie nudna, że ichni fotograficy nie są świetnymi zawodowcami, że fotograf w swoje dzieła powinien wplatać siebie. Z ostatnim stwierdzeniem nawet się zgodzę, ale przecież nie zawsze możemy umieścić swoje jaskrawe "ja" na fotografii, bo nie chodzi tu o powtarzanie jednej, niepodrabialnej wręcz przeróbki komputerowej na każdym zdjęciu. Chodzi o myśl, o podświadomość artysty, która ma się znaleźć na tym, co on uwiecznia na swojej pracy. Przez taką, nie do końca zrozumiałą presję, mogę oglądać fotografie jednego twórcy, który na większości swoich prac umieszcza człowieka ubranego w ten sam garnitur i melonik. Mogę oglądać dzieła jednego fotografa, który źle zrozumiał pojęcie siebie na pracy i za każdym razem usiłuje się na niej umieścić na etapie retuszu komputerowego. Dzięki tejże presji do galerii trafiają wystawy twórcy, który fotografuje na przykład swoją choinkę w domu, a zdarzy się i zdjęcie nieostre tak, jakby aparat miał po raz pierwszy w ręku. Zapytacie jak to możliwe, że taka wystawa się "sprzedaje". Otóż sprzedaje się w dość przewrotny sposób. Ludzie naoglądali się już takich cyrków i nonsensów na fotografiach różnej maści, że ostatecznie akceptują i zdjęcie nieszczęsnej choinki, jako dzieło sztuki.
Za zaistniałą absurdalną sytuację nie można nikogo obwiniać. Warto za to wspomnieć, że fotografia, jeżeli ma nie być "ładna", powinna zatrzymać odbiorcę na chwilę, ale nie poprzez najbardziej niezrozumiały obraz z możliwych, lecz przez swój przekaz. Mawia się, że najlepsze fotografie to takie, których temat znajduje się poza nimi, a odbiorca dociera do niego na zasadzie skojarzeń. To daje nam duże pole do popisu w kwestii absurdu, bo całkiem niespotykane będzie dla nas, gdy zobaczymy wystającą rękę z kanapy, a nad nią bawiące się pluszakami dziecko. W ten sposób możemy poruszyć temat strachu, śmierci zdarzającej się co sekundę, czy jakichś innych motywów wanitatywnych. Mnogość możliwości jest nieskończona i dlatego warto czasami zastanowić się czy nagi facet siedzący na drabinie w szczerym polu to mistrzostwo rangi światowej, czy zwykły kicz powstały w wyniku braku sensownych pomysłów.
Trudno się nie zgodzić, że moda na fotografie oczywistą i realistyczną już minęła. Przyszła moda na nonsens, absurd, abstrakcję, surrealizm. W każdym z tych gatunków można stworzyć coś pięknego, lecz obecnie w niezwykłym natłoku prac tego rodzaju coraz ciężej dostrzec jest tą wartościową, tą naprawdę interesującą. Dlatego nawet słysząc za plecami głos krytyka, jakie to zdjęcie - które nam się zupełnie nie podoba - jest wspaniałe, nie powinniśmy się dać zwariować. Być może jest to rzeczywiście kwestia dojrzałości i po kilkudziesięciu latach zaczniemy szukać czegoś nowego w sztuce, jak na przykład zdjęć domowych choinek, ale przecież nie każdy ma 50 lat. W końcu zdjęcie biedronki na listku też może być miłe dla oka.

