Historia pewnej idei
Karolina Lenarczyk Jest połowa grudnia 2006. W ośrodku w Śródborowie odbywa się szkolenie dla stażystów Narodowego Centrum Kultury. Pierwszy wieczór przeznaczony jest na zabawy integracyjne, w czasie jednej z nich zostajemy podzieleni według wieku. Trafiam do jednej grupy z Piotrem, jesteśmy najmłodsi.
Mamy znaleźć rzeczy, które nas łączą. Zbiera sie tego dużo - od wspólnego kierunku studiów (historia sztuki) po zamiłowanie do gorącej czekolady. Część oficjalna integracji się kończy, rozchodzimy się do pokoi, gdzie kontynuujemy integrację na bardziej prywatnym gruncie, w gronie przyszłych historyków sztuki z UJ i UKSW. Rozmawiamy o podobieństwach i różnicach w studiowaniu historii sztuki w Krakowie i w Warszawie, o działalności kół naukowych, o krakowskim i warszawskim spojrzeniu na sztukę.
Przez cztery kolejne dni uczymy się o specyfice działalności NGO w sektorze kultury, wirtualnie zakładamy fundacje i szukamy sponsorów, poznajemy tajniki technik negocjacyjnych, dowiadujemy się jak pozyskać fundusze z Unii Europejskiej i Ministerstwa. W dzień wszystko w teorii, wieczorem - dzięki wizytom w miejscach związanych z kulturalnym NGOsem - w praktyce. Słuchamy o trudnościach i problemach wynikających z takiego profilu działalności, ale też o satysfakcji, spełnieniu i poczuciu misji. Później, już we własnym gronie i studenckiej atmosferze, wymieniamy się doświadczeniami z naszych staży, dzielimy się pomysłami na przyszłość. W czasie tych rozmów pojawia sie myśl o wspólnym działaniu.
Początkowo zastanawiamy się nad organizacją objazdu naukowego dla studentów warszawskiego UKSW i krakowskiego UJ. Z tym pomysłem wracamy do domów i na nasze uczelnie. Rozmawiamy z zarządami kół naukowych, dostajemy wstępna zgodę i trochę czasu na przygotowanie konkretów. Zaczyna się przypominająca ping-pong wymiana setek maili i telefonów. Pojawia się pierwsze "ale" - na objazd nie zabierzemy wszystkich studentów, więc wedle jakich kryteriów wybrać chętnych? Niepokojąco wygląda też strona organizacyjna - gdzieś trzeba spać, coś jeść, dojechać na miejsce i umawiać wizyty w poszczególnych obiektach. Trzeba by wynająć autokar, a to wiąże się z rozpisaniem przetargu... Z obawy przed zatonięciem w papierach postanawiamy poszukać czegoś mniejszego. Nowa idea pojawia się szybko: konferencja studencka. Temat: Kraków. Okazja? Okrągłe rocznice, a jak wiadomo jubileuszami Kraków słynie...
Organizacja konferencji wydaje się być prostsza, wszystko w jednym miejscu, "integracji" do woli, a i wykładowcy patrzą na to przychylniejszym okiem. Wiadomo - pretekst naukowy. Mamy początek marca. Ruszamy z papierową robotą. Zaczynamy od napisania projektu, w którym znajdzie się miejsce na wszystkie kosztorysowe wyliczanki, podział obowiązków oraz wstępny plan całej konferencji, łącznie z wydarzeniami towarzyszącymi. Spotykamy się i w Warszawie, i w Krakowie, wymieniamy się mailami. Pomysłów jest wiele, wybieramy te najbardziej realne. Punkt po punkcie omawiamy wszystkie założenia, nie we wszystkim jesteśmy zgodni, ale w końcu udaje nam się dojść do porozumienia. W połowie kwietnia projekt zostaje zatwierdzony przez uczelniane władze, a my przystępujemy do jego realizacji. Na bieżąco informujemy się o stanie przygotowań, konsultujemy wszystko od tekstów zaproszeń, po szatę graficzną plakatów. Wysyłamy zaproszenia na uczelnie i czekamy. Pojawia się myśl, do której nikt z nas nie ma odwagi się przyznać - co będzie jeśli nikt nie odpowie? W maju znajomi stukają się w czoło, twierdząc, że popadamy w organizacyjną paranoję - przecież mamy jeszcze pół roku, wyciągamy projekt tłumacząc, że pewne sprawy trzeba załatwić teraz, bo będą wakacje, a po nich będzie już za późno. Nie do wszystkich ten argument trafia. Na naszej konferencyjnej skrzynce pojawiają się pierwsze pytania. Jest dobrze - myślimy - ktoś jednak jest zainteresowany...
Dziś, na dwa miesiące przed Konferencją, wiemy, że wysłuchamy wystąpień piętnastu prelegentów, mamy patronów medialnych, wsparcie Muzeum Narodowego i coraz większą wiarę w powodzenie naszej inicjatywy. Na Grodzkiej pojawiły się też pierwsze zgłoszenia na towarzyszący Konferencji konkurs fotograficzny. Ale czy wszystko będzie tak jak sobie zaplanowaliśmy? To musicie sprawdzić sami. Zapraszamy :)
więcej: Kraków w sztuce. Sztuka w Krakowie

