Woodstock 2007. Cała prawda oczami uczestnika. Luźne impresje

Przemek Kania

Przystanek Woodstock 2007 był dla mnie już (albo dopiero) drugą edycją festiwalu. Kiedy rok temu spotkałem się z Jurkiem Owsiakiem i wypaliłem - zbierzmy krew od uczestników - z początku powiało sceptycyzmem, czy jest to w ogóle możliwe do wykonania. Powoli, z minuty na minutę udało mi się rozwiać wszelkie jego wątpliwości i po pół godzinie Jurek był już pierwszym w Polsce zwolennikiem takiej akcji. Był to dla nas nie tylko pomysł na zaopatrzenie szpitali w krew ale i swego rodzaju próba polskiej młodzieży. Czy zaakceptuje, czy weźmie udział. W roku ubiegłym zebraliśmy 348 litrów krwi od prawie 750 dawców. To był poligon doświadczalny. Nikt na świecie nie odniósł sukcesu podczas podobnej imprezy. My - tak!

W tym roku przyjechałem w czwartek. Praktycznie na gotowe. Piękny szpital PCK, olbrzymi teren z "krwiobusami" i ambulansem PCK. Nawet McDonald's dał do dyspozycji swój autobus medyczny. Dziesiątki osób z Warszawy, Poznania, Katowic i Zielonej Góry z RCKIKów, pobierających krew. Profesjonaliści w każdym calu. Dzięki wielkie Zbyszkowi Urbaniakowi, szefowi RCKIK w Zielonej Górze, który w zeszłym i obecnym roku był swoistym człowiekiem orkiestrą całej akcji. Kilkudziesięciu wolontariuszy PCK z Zielonej Góry i okolic przygotowało pole namiotowe i już działało wśród napływających woodstockowiczów. Pierwszy dzień - niecałe 400 pobrań. Początek. Po 13-tej konferencja prasowa. Mówię o unikatowej akcji poboru krwi. Dziennikarze są zaskoczeni odbiorem ze strony młodzieży. Piątek. Ciepło, zero deszczu. Atmosfera święta. A w PCK - kolejki chcących oddać krew. Długie. Widzę uśmiechnięte buzie młodzieży. Pracownicy RCKiKów mają uśmiech chyba dookoła głowy. Są zadowoleni. Słyszę - fantastyczni ludzie. Świetna młodzież. Niewiele osób zostało zdyskwalifikowanych. Może z 15%. Znaczy - zdrowa ta nasza młodzież! O piętnastej rusza duża scena. Mimo odległości ponad 500 metrów, ziemia drży. Odwiedzam po raz kolejny szpital. Drobne interwencje. Małe szycie rany. Kilka niestrawności. Kilka. Aha... nie ruszyła jeszcze pewna darmowa jadłodajnia. Później będzie więcej...

Po południu nadciąga Prezes PCK i szef służby krwi, wiceminister Jarosław Pinkas. Mimo urlopu przyjechał zobaczyć fenomen. Krótka rozmowa na każdym stanowisku, spotkanie z Jurkiem na scenie. Gra Martyna piosenkę o tym, że w domach z betonu... Jest pozytywnie zaskoczony i rozmiarem festiwalu i atmosferą na nim. Wieczorem, kiedy już się zrobiło ciemno podchodzę w przyjacielem i synem na 100 metrów do sceny. Hałas nieprawdopodobny. Nagle ktoś mnie potrącił. Młody chłopak biegł do sceny i wleciał na mnie z impetem. Stanął i mówi: "przepraszam cię stary, nie wyrobiłem, wybacz". Właśnie wtedy zrozumiałem, że słowa PRZYJAŹŃ, POKÓJ i TOLERANCJA na Przystanku Woodstock nie są puste. Mają znaczenie. Oby także i po nim. Piszę do Jurka sms-a, że to jest właśnie fenomen tego festiwalu. Młodzi ludzie, z całej Polski i nie tylko a się świetnie bawią. Bez przemocy. Po festiwalu jakaś dziwna postać napisze, że byli pijani, tarzali się w błocie a krew była nie taka, jak trzeba, bo pobierana w kurzu w rytm satanistycznej muzyki! Po prostu śmiech na sali... Nie wypowiadam się na temat skał marsjańskich, bo tam nie byłem i wara każdemu od krytyki, jeśli w Kostrzynie nie był. Skąd takie bzdury w ludzkich głowach!? Sobota. Piąta rano. Przestaję udawać, że śpię i wygrzebuję się z zimnego namiotu. Ziemia ciągle drży. Ach te głośniki. Koncert się właśnie kończy. Od samego rana szturm na miasteczko poboru krwi. Setki osób. Kolejki na dwie godziny! Zaczynają się podchody, czyli jak po znajomości szybciej oddać krew. Wczoraj Tomek Lis z Polsatu oddał w blasku kamer. Ale krew jego jest tak samo ważna, jak i tych, którzy czekają na swoją kolejkę. Każda kropla się liczy i nie jest to pusty slogan. Nie widzę pijanych czy naćpanych. Nikt mi nie wmówi, że tacy przyszli oddać krew. Nagle mały zgrzyt. Młody chłopak nie chce przyjąć pakietu, jaki dostają dawcy. Kilka czekolad, mała puszka szynki, kawa. Mówi, że oddał honorowo. No cóż, czekolady honoru mu nie odbiorą a kalorii dodadzą. Dał się przekonać. Byczy facet. Takich więcej. Po południu z ASP, gdzie Zbyszek Hołdys już trzeci dzień haruje w ukropie, idzie Jurek z Krzyśkiem Dobiesem, rzecznikiem WOŚP. Wchodzą do każdego krwiobusa. Krótkie cześć i kilka słów z dawcami. Tego potrzebowali. Sanepid kończy swoje kontrole, których było naście. Wszystko O.K. Kamień z serca, bo przedsięwzięcie ogromne. Mogę powoli wyjeżdżać.

Chciałbym podziękować wszystkim wolontariuszom PCK za to co zrobili. Za ten ogrom pracy. Także i moim współpracownikom, Eli Śmietance, Bartkowi Kokoszce, Marcinowi Rudnickiemu, Marcie Kulikowskiej. Naszym kierowcom też! Dyrektorowi Mickiewiczowi z ZO PCK Z.Góra i jego fantastycznej ekipie. Pani Bogusi szczególnie. Także i dla ciebie Sławku wielkie dzięki za pracę. Dzięki wielkie obserwatorom z Ukrainy i Niemiec. Chwałą przeogromna i słowa uznania dla wszystkich lekarzy i ratowników ze szpitala na Grabiku. Najlepszy szpital na Ziemi!

Osobno chciałbym podziękować wszystkim pracownikom RCKIKów z Zielonej Góry, Poznania, Katowic i Warszawy. Ich szefom, w szczególności za koordynowanie prac. Wszystkim ludziom z WOŚP-u, Remkowi, Krzyśkowi a Jurkowi wyjątkowo ciepło. Jak rzadko można, tak teraz trzeba powiedzieć Viribus Unitis - wspólnymi siłami. Można wszystko osiągnąć.

Jednak największe podziękowania należą się tym wszystkim z WAS, którzy zdecydowaliście się oddać krew. Bez względu na to, czy oddaliście, czy nie mogliście jej oddać. Dziękuję. Dajcie z siebie w swoich miejscowościach tę bezcenną część siebie jeszcze raz i jeszcze raz. Życie chorych jest wszak zależne właśnie od Was. To była świetna impreza. Oby nie po raz ostatni. Oby !

Z czerwonokrzyskim pozdrowieniem,
Przemek Kania, Dyrektor Generalny ZG PCK.

dodajdo.com